Advertisement

Bez dorobku „Solidarności”, rozkład systemu komunistycznego by nie nastąpił

Z dr. Sebastianem Pilarskim, historykiem i dyrektorem Biura Badań Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Marek Ruszczyński

– Na Zachodzie, w tym w Stanach Zjednoczonych, zaczyna dominować opinia, że upadek systemu komunistycznego w Europie środkowo-wschodniej ma przyczynę w upadku Muru Berlińskiego i zjednoczeniu Niemiec. Nie ma tutaj „Solidarności” i Polski. Jakie są przyczyny tego stanu rzeczy? Czy mamy zaniedbania ze strony państwa polskiego?

– Zburzenie Muru Berlińskiego, to nie jest przyczyna, ale skutek erozji – następnie upadku – systemu komunistycznego. Był to długi proces, który rozpoczął się w Polsce w roku 1980, kiedy powstała „Solidarność”. Gdyby nie narodziny związku, to kryzys systemu komunistycznego tak naprawdę nie zakończyłby się „Jesienią Narodów” w roku 1989. należy zwrócić uwagę, że rewolucja solidarnościowa promieniowała na inne kraje. Została ona wyhamowana w momencie, kiedy w Polsce wprowadzono stan wojenny, natomiast idea solidarności, idea walki o wolność przetrwała i zmaterializowała się dopiero w 1989 r. Jaka jest przyczyna tego, że symbolika niemiecka jest dominująca w powszechnej świadomości, a wkład „Solidarności” w upadek imperium sowieckiego pomijany lub pomniejszany? Można wskazać co najmniej dwa powody. Pierwszy – często w historii posługujemy się symbolami. Symbole nie zawsze mają ścisły związek z rzeczywistością historyczną. Symbolem rewolucji francuskiej na przykład jest zburzenie Bastylii, które nie miało żadnego tak naprawdę znaczenia. Tak samo jest z upadkiem Muru Berlińskiego. Drugą przyczyną jest skuteczność niemieckiej polityki pamięci, skutkującej umiejętnym wykorzystaniem przez Republikę Federalną Niemiec wspomnianego symbolu. W Polsce w okresie transformacji ustrojowej państwo nie podejmowało skutecznych zabiegów prowadzących do zachowania pamięci o „Solidarności”, a popularne stało się hasło: „Wybierzmy przyszłości”, które zagwarantowało w 1995 r. zwycięstwo w wyborach prezydenckich kandydatowi obozu postkomunistycznego. Dziedzictwo „Solidarności”, tak naprawdę, nigdy przez państwo polskie po roku 1989 nie zostało wyzyskane w pozytywnym tego słowa znaczeniu, jeśli chodzi o budowanie pamięci historycznej i poczucia wspólnoty.

– Czy są jeszcze jakieś „białe plamy” dotyczące lat 80.? Czy są tematy, których nie zbadano a mające związek ze stanem wojennym, represjami, morderstwami aż do zmian 1989 r.?

– Na pewno obszarami, które należy badać jest funkcjonowanie „Solidarności” po wprowadzeniu stanu wojennego. Gdy używamy pojęcia „podziemie solidarnościowe”, często powstaje wrażenie istnienia jednolitego środowisku, którego celem było doprowadzenie do przywrócenia możliwości legalnego działania. Jest obraz, który nie znajdował do końca potwierdzenia w rzeczywistości, ponieważ środowisko „Solidarności” było zróżnicowane pod względem ideowym, różne były w nim zapatrywania na kwestię odbudowy związku. Pod koniec pierwszej połowy lat 80. pojawiła się koncepcja, aby „Solidarność” odrodziła się nie w formule związku zawodowego, ale ruchu politycznego. I ta formuła zmaterializowała się w okresie „okrągłego stołu”, ponieważ tam zasiadła część działaczy „Solidarności” oraz grupa doradców, wywodzących się w dużej mierze ze środowiska tzw. lewicy laickiej. Był to moment decydujący, kiedy znaczna część środowiska solidarnościowego nie znalazła przy „okrągłym stole” swojej reprezentacji. Wymienić tu można nazwiska tak znanych działaczy, jak Andrzej Gwiazda, Marian Jurczyk, Jan Rulewski, czy Andrzej Słowik. To więc zróżnicowanie i podziały i te tendencje wewnątrz podziemia solidarnościowego, to jest na pewno kwestia do zbadania.

Jeśli chodzi o „białe plamy”, oczywiście mamy na myśli zbrodnie popełnione przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa w latach 80., zwłaszcza w okresie stanu wojennego. Tematyka ta była przedmiotem oficjalnej, publicznej dyskusji od 1989 r., a ważnym momentem było powołanie przez Sejm tzw. komisji Rokity, która miała badać przestępcze działania MSW. Analizowano przypadki zgonów, w które byli zaangażowani funkcjonariusze resortu kierowanego przez Kiszczaka. Nie udało się jednak wyjaśnić na przykład wszystkich okoliczności śmierci w 1989 r. związanych ze środowiskami opozycyjnymi księży Niedzielaka, Suchowolca i Zycha.

Badać należy, jeśli mówimy o transformacji ustrojowej, kwestie tego, na ile zmiany zachodzące w Polsce były skutkiem impulsu, który napłyną ze Związku Sowieckiego. Powracamy tutaj do teorii, że Polska była swego rodzaju laboratorium przemian, że scenariusz tych przemian został zaakceptowany w Moskie i dzięki temu rozpoczęcie procesu przemian było możliwe.

Nie do końca zbadane są także kwestie dotyczące zaangażowania i wpływu służb specjalnych na proces transformacji ustrojowej. Nieprzypadkowo szefem delegacji partyjnej przy „okrągłym stole” był Czesław Kiszczak. Inne aspekty, jeśli chodzi o transformację ustrojową, które powinny być badane, to kwestia przemian gospodarczych. W jaki sposób beneficjentem tych przemian była nomenklatura partyjna, w jaki sposób ludzie komunistycznych służb angażowali się w przemiany i w jaki sposób komuniści zagwarantowali sobie coś, co było swoistym „pakietem kontrolnym”, którego symbolem stał się wybór Jaruzelskiego na urząd prezydenta PRL.

Warto zwrócić uwagę, że bardzo szybko została stworzona swego rodzaju kanoniczna wykładnia przemian z roku 1989, interpretowanych jako „porozumienie ponad podziałami” partyjnych reformatorów i dojrzałej do kompromisu części opozycji. Natomiast jeśli przyjrzymy się temu głębiej, to widzimy, że sytuacja była znacznie bardziej zniuansowana, że część środowisk opozycyjnych o nastawieniu niepodległościowym z procesu dialogu z komunistami została wyeliminowana ze względu na fakt postrzegania ich jako przeszkoda na drodze do stworzenia nowego układu politycznego, w którym komunistów objęto de facto abolicją.

– Co było przyczyną tego, że „Solidarność” z ruchu 10-milionowego stała się wyłącznie związkiem zawodowym liczącym 500 tysięcy członków? Co się stało, że poza czasami Akcji Wyborczej Solidarność, ta właściwa „Solidarność” nie odegrała większej roli politycznej?

– „Solidarność” po roku 1989 liczyła dwa miliony, po drugiej rejestracji dokonanej w kwietniu 1989 r. To był spadek znaczny, bo osiągnęła 20 procent stanu sprzed 13 grudnia 1981, ale musimy pamiętać o jednej rzeczy. W momencie, kiedy związek był ponownie rejestrowany znaczna część osób, która przed wprowadzeniem stanu wojennego angażowała się w jego działalność zyskała możliwość podjęcia aktywności w ramach nowo tworzonych partii politycznych. „Solidarność” siłą rzeczy zaczęła więc spełniać swoją rolę podstawową, czyli związku zawodowego. Mieliśmy zatem do czynienia z naturalnym odpływem członków, bo „Solidarność” nie musiała już pełnić tych wszystkich funkcji, które były jej udziałem w latach 1980–1981, kiedy zastępowała w dużym stopniu struktury państwa, nie będące w stanie odpowiedzieć na społeczne oczekiwania, państwa działającego w interesie rządzącej kasty. Można powiedzieć, że mniejsza liczba członków wynikała nie z porażki idei „Solidarności”, bo ten ruch przyciągnął młode pokolenie, chociażby w roku 1988 w czasie kolejnych fal strajków, ale po prostu ze względu na pojawienie się legalnych organizacji o ściśle politycznym charakterze, wypełniających funkcje wcześniej spełniane przez „Solidarność”.

– Jak powinniśmy po latach patrzeć na „rozmowy okrągłego stołu” i zmiany polityczne w Polsce, które potem nastąpiły? Czy było to dobre i jedyne rozwiązanie? Czy też był to tzw. zgniły kompromis, który zaowocował uwłaszczeniem nomenklatury oraz brakiem lustracji i dekomunizacji?

– Obrady „okrągłego stołu” przez ich uczestników, jak i po zakończeniu negocjacji, były w dużym stopniu idealizowane. Twierdzono, że był to jedyny możliwy do realizacji scenariusz i że ten model przemian jest „jedynym słusznym”. Narracja ta uwidoczniła się na przykład w grudniu 1989, kiedy następują przemiany w Rumunii, czyli gwałtowne odsunięcie od władzy Nicolae Ceaușescu. Wiele pism wywodzących się ze środowisk opozycyjnych, między innymi „Gazeta Wyborcza”, pisało, że było dwa scenariusze: albo wariant polski, albo wariant rumuński. Kompromisowi przeciwstawiano więc krwawej rozprawie z dyktatorem, zamordowanym przez współtowarzyszy. Co ciekawe, identyczną interpretację znajdziemy w dokumentach bezpieki z tego okresu, w których pisano o dojrzałości części opozycji i zdolności komunistów do kompromisu, które umożliwiły „historyczne porozumienie”.

Istnieje też „legenda czarna”, mówiąca o tym, że „okrągły stół” był „zgniłym kompromisem” zawartym ponad głowami społeczeństwa między częścią środowisk solidarnościowych a wierchuszką aparatu partyjnego. W tej interpretacji podkreślano, że rozmowy rozpoczęły się w momencie, kiedy obowiązywała już ustawa wprowadzona przez rząd Mieczysława Rakowskiego (tzw. ustawa Wilczka), która wprowadziła mechanizmy wolnorynkowe, a w trakcie obrad przyjęto kolejne ustawy gospodarcze umożliwiające m.in. komunistom uwłaszczenie się na państwowym majątku. Przedstawiciele partyjnej nomenklatury, którzy nagle stawali się kapitalistami, wykorzystywali posiadane kontakty i wiedzę, pochodzącą m.in. ze służb. Z tego względu komuniści startowali w gospodarczej konkurencji z uprzywilejowanej pozycji.

Kwestia druga – jeszcze przed obradami „okrągłego stołu” strona solidarnościowo-społeczna zadeklarowała, że nie będzie poruszać kwestii dotyczących źródeł ustroju komunistycznego w Polsce, funkcjonowania Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Ministerstwa Obrony Narodowej, że nie będzie krytykować Jaruzelskiego, w tym jego decyzji o wprowadzenie stanu wojennego. W tych tematach miało nastąpić milczenie i strona solidarnościowa przy „okrągłym stole” tego zobowiązania przestrzegała.

Zwrócić należy uwagę, że polski model transformacji skutkował tym, że Polska była ostatnim krajem z dawnego bloku sowieckiego, w którym przeprowadzono w pełni wolne wybory – odbyły się one dopiero w październiku 1991 r. Tymczasem zmiany w Czechosłowacji, czyli „aksamitna rewolucja”, rozpoczęły się późną jesienią 1989 r., a już w grudniu tego samego roku prezydentem był Václav Havel, który na początku roku 1989 siedział jeszcze w więzieniu. W Polsce z kolei w sierpniu 1989 r. misję sformowania rządu otrzymał Kiszczak, a dopiero jej fiasko spowodowało, że kandydatem na premiera został Tadeusz Mazowiecki. Zwróćmy uwagę, że między pierwszą a drugą turą wyborów do Sejmu doszło do zmiany reguł gry, czyli w momencie, kiedy w głosowaniu 4 czerwca przepadła lista krajowa, bo akceptację zyskało tylko dwóch z 35 kandydatów, strona solidarnościowa zgodziła się na to, aby wakujące mandaty pozostały po stronie partyjnej. W wybranych okręgach wyborczych o 33 została zwiększona tzw. pula mandatów partyjnych, dzięki czemu możliwe stało się ich obsadzenie przez dotychczasowy obóz rządzący. Zgodnie z deklaracją Bronisława Geremka porozumienia „okrągłego stołu” zostały zachowane.

– Jaki jest stan wiedzy polskiego społeczeństwa na temat wysiłków niepodległościowych Polonii amerykańskiej i udzielonej pomocy?

– Zjawisko emigracji politycznej lat osiemdziesiątych pojawia się w badaniach historyków. Wiemy, że w tym okresie ponad milion osób podjęło decyzję o wyjeździe z Polski. Byli to często ludzie młodzi, aktywni, dobrze wykształceni, którzy przed stanem wojennym angażowali się w działalność społeczną. Zostali niejako wypchnięci z kraju, bo ekipa Jaruzelski w pewnym momencie oferowała możliwość otrzymania paszportu w jedną stronę i wiele osób postanowiło wyemigrować, nie widząc dla siebie miejsca w Polsce. Słabiej natomiast jest śledzona w badaniach kwestia zaangażowania emigracji w działalności o charakterze politycznym. Oczywiście wiemy, że funkcjonowało Biuro Koordynacyjne „Solidarności” w Brukseli. Wiemy, że powstały organizacje prosolidarnościowe na Zachodzie, że aktywne były środowiska polonijne i emigracji z lat 80. chociażby w Stanach Zjednoczonych. To są obszary tematyczne, które wymagają pogłębionych badań, usystematyzowania wiedzy, wskazania znaczenia emigracji niepodległościowej dla procesu obalenia systemu komunistycznego oraz przetrwania ideałów wolnościowych i solidarnościowych w polskim społeczeństwie.

– Jak wygląda praca IPN wśród Polonii amerykańskiej? Co udało Wam się zrobić w ostatnich latach? Co planujecie?

– Po raz drugi pracownicy IPN uczestniczą w konferencji organizowanej w USA, tym razem Atlantic City. W 2025 roku w Wirginii Zachodniej mówiliśmy o działalności środowisk emigracji niepodległościowej w latach 80., w tym roku koncentrujemy się na tym, w jaki sposób emigracja niepodległościowa reagowała na proces przemian w Polsce i w Europie środkowo-wschodniej. Chcemy pokazać, w jaki sposób polska diaspora angażowała się w to, co dzieje się w PRL. Część osób pozostawała aktywna politycznie, chociażby poprzez ukazywanie znaczenia „Solidarności” w kontaktach w z politykami amerykańskimi. Można powiedzieć, że w Stanach Zjednoczonych panowała wówczas sprzyjająca koniunktura dla takich działań. Prezydentura Ronalda Reagana była okolicznością korzystną, bo on jednoznacznie traktował Związek Sowiecki jako „imperium zła” i widział potrzebę zwalczania systemu komunistycznego m.in. poprzez wspieranie podziemnej „Solidarność”.

Jeśli więc chodzi o przybliżenie historii emigracji z lat osiemdziesiątych, przed nami pozostaje jeszcze sporo pracy. Jest to jeden z kierunków aktywności naukowej, podejmowanej w ramach realizowanego w IPN projektu badawczego, który dotyczy polskiej emigracji niepodległościowej w latach 1939–1989.

– Dziękuję.

Rozmawiał: Marek Ruszczyński

*

Sebastian Pilarski – historyk i dr nauk humanistycznych, w styczniu 2022 roku został powołany na stanowisko dyrektora Biura Badań Historycznych w Instytucie Pamięci Narodowej (IPN). Urodzony w 1977 roku, jest absolwentem historii na Uniwersytecie Łódzkim, a w IPN pracuje od 2007 roku. Jego główne obszary badawcze obejmują: politykę zagraniczną Polski w okresie międzywojennym, represje aparatu bezpieczeństwa PRL wobec osób zaangażowanych w życie społeczno-polityczne II Rzeczypospolitej oraz dzieje NSZZ „Solidarność”.

Przed objęciem kierownictwa w Biurze Badań Historycznych IPN w Warszawie, od 2017 roku pełnił funkcję naczelnika Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Łodzi, gdzie zainicjował m.in. projekt badawczy „Łódź i region łódzki na tle historii Polski 1914/1918–1989”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *