Korespondencja z Paryża Barbara Meister – Botton
wrzesień 2026
Zakładamy – jeżeli jest wolność słowa –
że czyn to nie jest to samo co mowa !
Dzisiaj ograniczenia wolności słowa,
pod pretekstem mowy nienawiści,
chcą narzucić nam nowi totalitaryści.
Wolność słowa, naturalne prawo do wyrażania swoich własnych myśli i opinii w sferze publicznej to wielki skarb i – w skali światowej i historycznej – to wielka rzadkość!
Można krytykować i wieszać „wszystkie psy” na Ameryce i Amerykanach, ale to jedno należy im oddać i za to należy ich chwalić, i tego można im zazdrościć, że USA, respektując demokracje, wolność ekonomiczną, ceni i chroni przy tym naturalne prawo do wolności słowa i wyrażania własnej opinii publicznie.
W USA, możesz myśleć i mówić co chcesz, ale to za swoje czyny, zachowanie będziesz odpowiedzialny, pociągnięty do odpowiedzialności prawnie czy moralnie i to za czyn będziesz ponosić konsekwencje a nie za to co mówisz czy głosisz.
I tak powinno być.

Wolność słowa jest nie tylko prawem jednostki. Jest również mechanizmem bezpieczeństwa społeczeństwa. Pozwala ujawniać błędy, krytykować instytucje, kwestionować decyzje rządzących i ostrzegać przed konsekwencjami polityki, która może okazać się błędna.
Jeden z polskich filozofów zauważył związek między biedą, nędzą czy zubożeniem społeczeństwa a ograniczaniem przez państwo wolności słowa. Pasuje to, niestety, do aktualnej sytuacji we Francji i polityki Unii europejskiej, która ekonomicznie pikuje w dół.
Francja prezydenta Macrona pachnie nietolerancją i totalitaryzmem.
Ulubiony pretekst państwa Francuskiego i Unii europejskiej, to ten, iż rzekomo mowa nienawiści nieuchronnie prowadzi do czynu kryminalnego ; takie rozumowanie to jest jak wyrzucić dziecko z kąpielą ; owszem mowa nienawiści – może, ale wcale nie musi – prowadzić do czynu kryminalnego.
Historia wykazuje, że w krajach totalitarnych (Trzecia Rzesza, stalinowska Rosja, Chiny rewolucji Mao), oraz w monarchiach absolutnych, to użycie siły przez państwo jest przecięciem tej cienkiej i subtelnej granicy jaką jest mowa i czyn.
Dzisiaj we Francji i Europie tą siłą, którą posługuje się państwo nie są uzbrojone grupy bojówkowe czy obozy koncentracyjno-poprawcze dla opozycji politycznej, ale nowe dekrety, prawa, kruczki prawne, organy prawne których prerogatywy zostały tak rozszerzone, że absolutnie nie liczą się ze zdaniem większości obywateli (jak Trybunał Konstytucyjny) i cenzurują na wszystkie możliwe sposoby wszelkie odchylenia od oficjalnej narracji.
Dla wszystkich widoczny jest przewlekły i podstępny proces „podgryzania” wolności słowa.
Rozszerzanie samej definicji mowy nienawiści w prawie europejskim staje się furtką do karania za poglądy polityczne lub religijne.
Im szerzej definiujemy pojęcia takie jak „mowa nienawiści”, „dezinformacja”, „obraźliwa treść” czy „szkodliwa informacja”, tym większe znaczenie uzyskuje ten, kto otrzymuje prawo do decydowania, co znajduje się po jednej, a co po drugiej stronie granicy.
Państwo francuskie, instytucje i media opłacane przez państwo są na drodze kryminalizacji opinii politycznych, poglądów które nie pasują do ich własnej, oficjalnej narracji.
Przygotowuje się nowe przepisy przeciwko siłom wrogim wewnątrz Unii, a do wrogów wewnętrznych Unia zalicza patriotów, nacjonalistów, suwerenistów i krytyków ingerencji militarnej Zachodu na Ukrainie.
Coraz większa koncentracja mediów (czasopisma, telewizja), które są w posiadaniu tylko bardzo wąskiej grupy aktorów ekonomicznych, i które są masowo dofinansowywane przez państwo francuskie, sprawia, że zawęża się przestrzeń publicznych debat, wolnych wypowiedzi, przedstawiania jakichkolwiek racjonalnych, przeciwnych argumentów.
Istnienie wielu zwalczających się nawzajem partii mogłoby sugerować, że we Francji mamy demokrację; niestety Francja już nie jest ani państwem suwerennym ani państwem demokratycznym, ponieważ matrycą Unii europejskiej nie jest liberalizm demokratyczny, ale oligarchiczny, czyli rządy wąskiej grupy elit, która pracuje by bronić głównie swoich własnych interesów.
W demokracji „DEMOS” (lud, obywatele) posiada „CRATOS”, (władza) ; w demokracji „DEMOS” jest suwerenny, a suweren nie ma innych, wyższych instancji ponad sobą wobec których musi się rozliczać; to „DEMOS” decyduje i ustala prawa, w tym Konstytucję, a nie jakieś wybrane elity czy eksperci.
No bo jak to jest możliwe, że ani Prezydent Francji ani przewodnicząca Komisji europejskiej nie konsultują kluczowych decyzji ekonomicznych czy politycznych z reprezentantami narodu, Parlamentem, deputowanymi, Senatem czy większością obywateli ? Gdzie referendum z inicjatywy obywatelskiej, ten kluczowy mechanizm demokracji bezpośredniej lub półbezpośredniej.? Jest to niezbędne, gdy zawodzi Senat i Parlament, i gdy w perspektywie mamy trzecia wojnę światową.
Jak to jest możliwe, żeby tylko kilka jednostek podejmowało bardzo ważne decyzje w imię osiemdziesięciu czy sześćdziesięciu milionów ludzi ?
Powinny istnieć solidne mechanizmy prawne, społeczne przeciwdziałania takiej absurdalnej sytuacji, że jakaś wąska klika decyduje o losach milionów ludzi ! Jeżeli takowe nie istnieją pozostaje już tylko rewolucja.
Według mnie, to jest jeden z największych przekrętów politycznych który forsuje aktualny Prezydent Francji oraz przewodnicząca Komisji europejskiej, która reprezentuje interesy zmieniających się lobbystów. Ludzie, którzy podejmują kluczowe decyzje w Unii europejskiej nie przeszli przez żadne wybory. Jak to jest możliwe, że nie podlegają oni kontroli obywateli?
Mało tego, nie tylko, że sami, w wąskim gronie, podejmują za wszystkich decyzje, to zorganizowali system, w którym nie są oni pociągnięci do odpowiedzialności za podjęte decyzje. Rozmycie odpowiedzialności to szczególna cecha organizacji Unii europejskiej.
Rząd we Francji oraz – przekraczająca swoje prerogatywy Komisja europejska – są to rządy perwersyjne, których ideologia urąga rzeczywistości i której negatywne skutki działania są już bardzo widoczne, takie jak :
wolno postępująca destrukcja rodziny, narodu i jego suwerenności, drobnej przedsiębiorczości, własności prywatnej, kumulacja kapitałów, anonimowy i wolny przepływ kapitałów, krach energetyczny, i co gorsze, źle pojęte ingerencje wewnątrz państw trzecich co powiększa ogniska zapalne międzynarodowych wojen.
Dni takich rządów powinny być policzone, miejmy nadzieję, że społeczeństwa europejskie się przebudzą zanim zostaną wciągnięte w nowe zawieruchy wojenne. Pewien polski historyk powiedział a propos polskich chłopów pańszczyźnianych, że „Głupie społeczeństwo, to bierne społeczeństwo”.
Unia Europejska jest królestwem interesów prywatnych lobbystów, to też zwalcza ona swoim systemem prawnym dobro wspólne, społeczne i narodowe.
Już sam fakt, że w zbliżających się wyborach prezydenckich we Francji, system nie dopuszcza kandydatów, którzy postulują suwerenność Francji, czyli wystąpienie z Unii Europejskiej, są tego wymownym przykładem. W przeciwieństwie do Francji, Anglia, monarchia konstytucyjna, już kilkakrotnie dowiodła, iż jest prawdziwą demokracją, podobnie zresztą jak Islandia.
Narzucenie totalitaryzmu państwom europejskim to jest przewlekły i podstępny proces „podgryzania” wolności słowa który przybiera także postać „poprawności politycznej”, i w konsekwencji cenzurowania samego siebie. Albowiem istnieje presja społeczna, groźba utraty pracy lub stygmatyzacja za wyrażenie kontrowersyjnych opinii w sferze publicznej.
Wszystkie formy rządów totalitarnych – a w tym kierunku zmierza niestety Unia europejska – nie tolerują innych opinii niż te które one same głoszą i forsują w różnych celach.
Zamykając stacje radiowe takie jak RT (Russia Tuday) i Sputnik, Unia wprowadziła cenzurę na narracje, które są sprzeczne z określonymi interesami (politycznymi czy ekonomicznymi) jej wąskich elit. Zdanie większości, różnorodność opinii, dla Unii europejskiej; się nie liczy.
Jest to niepokojące, tym bardziej że zbliżają się wybory prezydenckie we Francji (18 kwiecień i 2 maj 2027).
Według Nowego Testamentu, Ewangelii według Świętego Jana :
– „ Na początku było Słowo” ;
nie potrzeba dodawać, że było to słowo wolne albowiem Absolut nie posiada żadnych ograniczeń ;
– „ A Słowo stało się ciałem”
tak więc, słowo się zmaterializowało, ale tylko u Boga, a my przecież nie jesteśmy bogami, tylko jego dziećmi.






Dodaj komentarz