
Z Tadeuszem Antoniakiem, Komendantem Naczelnym SWAP, rozmawia Marek Ruszczyński
– Otrzymałeś od prezydenta Karola Nawrockiego zaproszenie do uczestnictwa w pracach Rady do Spraw Polonii i Polaków za Granicą przy Prezydencie RP. Zostałeś też II zastępcą przewodniczącego tej Rady. Byłeś zaskoczony?
– Byłem zaskoczony nominacją na wiceprzewodniczącego, natomiast spodziewałem się uczestnictwa w Radzie, bo rozmawiałem o tym w sierpniu 2025 r. jak byłem w Polsce z panią minister Agnieszką Jędrzak, odpowiedzialną w Kancelarii Prezydenta RP za Biuro ds. Spraw Polonii. Pani minister wspominała, że będzie rozmawiała z prezydentem na temat powołania takiej Rady. Nie mówiła o nazwiskach, nie proponowała mi wtedy uczestnictwa w Radzie. Myślałem jednak, że prawdopodobnie ze względu na moją działalność w różnych organizacjach polonijnych – w Stowarzyszeniu Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, w Klubach Gazety Polskiej, w Komitecie Smoleńsko-Katyńskim i Coalition of Polish Americans – być może zaproszenie dostanę. Nie spodziewałem się jednak zaproszenia na wiceprzewodniczącego wraz z panią Anną Marią Anders. Przypomnę, że przewodniczącym został pan ambasador, dr Konstanty Radziwiłł.
– Polonia od lat domaga się od władz Polski kilku rzeczy. Padają propozycje, aby Polonia miała swoich posłów lub senatorów. Padają propozycje, aby powołano osobne ministerstwo dedykowane Polonii. Co chciałbyś, aby się zmieniło w relacjach Polska-Polonia amerykańska? Co chciałbyś w tej Radzie osiągnąć?
– To jest skomplikowane pytanie. Zacznijmy od propozycji, żeby Polonia miała swego reprezentanta w Sejmie czy w Senacie. Były takie próby. Już kiedyś pan profesor dr Marek Rudnicki startował z warszawskiej listy do Senatu i – jako że mieszka w Chicago – miał reprezentować Polonię. Nie dostał się jednak. Również były działacz „Solidarności”, Adam Gajkowski z Sidney, startował do Sejmu w ostatnich wyborach parlamentarnych, w 2023 r., i też się nie dostał.

Z tym tematem spotykam się od kiedy Prawo i Sprawiedliwość doszło do władzy. Kiedyś rozmawiałem o tym z marszałkiem Senatu, panem Stanisławem Karczewskim. Przypomnę, że wtedy Senat odpowiadał za Polonię i ten temat pojawił się na spotkaniu. Po latach mogę powiedzieć, że to nie będzie nigdy dobre rozwiązanie. Bo czy to będzie jeden poseł czy dwóch senatorów, czy trzech lub czterech, to nigdy nie będzie to adekwatne do sytuacji. Jeżeli to będzie przykładowo poseł z Nowego Jorku, to ktoś powie dlaczego nie z zachodniego wybrzeża lub Chicago, dlaczego nie Detroit czy inna część dużego skupiska Polonii. Z kolei jeśli wejdzie do parlamentu nawet jedna osoba z Ameryki, to w Anglii powiedzą, dlaczego od nich nie ma przedstawiciela. Mamy przecież dużą Polonię w Anglii, tak samo w Niemczech – oni też chcieliby mieć swoich przedstawicieli. A może powinien to być reprezentant Polaków na Litwie, może w Kazachstanie. Wspomnę, że osoby z tych krajów są w Radzie polonijnej. Uważam, że sama forma posła nie będzie dobra i nigdy nie spełni oczekiwań wszystkich Polaków rozsianych za granicą.
Myślę, że długofalowo dojdzie do zmiany konstytucji, zaproponował to zresztą pan prezydent i powołał specjalną radę do opracowania nowej konstytucji. Mam nadzieję, że w nowej konstytucji pojawi się specjalny zapis poświęcony Polonii i że będzie można powołać instytucję, na wzór Światpolu, tak jak było przed wojną. Że Polacy rozsiani po świecie będą mieli swoją organizację, taki mini-Senat i to miałoby sens. To jest projekt wymagający czasu i ram prawnych, ale byłoby to dużo lepsze rozwiązanie niż to, co mamy teraz. Można skorzystać też z francuskich wzorców, bo Francuzi mają przedstawicieli ze świata w swoim parlamencie, albo węgierskich, gdyż Węgrzy też mają takich przedstawicieli. Jest dużo możliwości. Mam nadzieję, że ramy takiej organizacji opracujemy i przekażemy do prac Sejmu czy to tej, czy następnej kadencji. Myślę, że teraz mamy małe szanse, gdyż przy Senacie działa podobna rada, ale nikt nie zaproponował nam współpracy.
Z kolei ministerstwo Polonii też jest jakimś rozwiązaniem. Rozmawiałem, wprawdzie krótko, z profesorem Piotrem Glińskim na ten temat, gdyż on omawiał ten temat, który przedstawiono na spotkaniu w Katowicach. Wszystko to było związane z tym, że 2 maja jest Dniem Polaków za Granicą i Polonii, więc te tematy się pojawiały. Ale w tej całej sytuacji, to opcja zjednoczonej prawicy musi wygrać wybory – czy to będzie PiS samodzielnie, czy z Konfederacją, czy jeszcze w innej formie. Dopiero wtedy będzie można mówić o powołaniu takiego ministerstwa. To są ważne tematy i musimy o nich rozmawiać w Radzie polonijnej przy prezydencie.
A jak widzę swoją rolę? Będę poruszał przedstawione wcześniej tematy, są już przygotowane pewne podstawy działania. Pamiętajmy jednak, że Polonia i Polacy w Stanach Zjednoczonych mają inne zadania do zrealizowania w ramach Rady, niż na przykład Polacy na Ukrainie, którzy mają określone problemy i oczekują pomocy ze strony władz Polski, ze strony prezydenta czy Senatu. Tak samo Polacy na Litwie, którzy mają teraz duży problem, szczególnie młodzież, bo nie jest uznawana matura w języku polskim; chociaż tam się troszeczkę poprawiło, to ciągle na Litwie jest naprawdę wiele spraw do załatwienia. I na pewno przedstawiciele Litwy w prezydenckiej Radzie będą o tym mówić. Jest Białoruś, wiadomo jak wygląda sytuacja w tym kraju. Po uwolnieniu Andrzeja Poczobuta, wszedł on do naszej Rady i jest to dla nas wielki zaszczyt. Tam jest naprawdę dramatyczna sytuacja, bo każdy, kto próbuje walczyć z reżimem Łukaszenki, na przykład Polacy wyznający swój patriotyzm czy opiekujący się grobami, kończy zazwyczaj w więzieniu. Są Polacy w Kazachstanie, Polacy w Rumunii w Bukowinie. W tej Radzie musimy się podzielić na grupy, być może także tematyczne. Są na przykład przedstawiciele szkół polonijnych. Musimy się podzielić na edukację, historię, ekonomię i teren działania.
Dla nas, dla Polaków w Stanach Zjednoczonych, widzę specjalną rolę – rolę związaną z lobbowaniem na rzecz poprawienie stosunków polsko-amerykańskich. Choćby na przykład teraz, lobbowania u swoich senatorów i kongresmanów – bo jesteśmy też wyborcami amerykańskimi – aby żołnierze amerykańscy, którzy będą wycofywani z Niemiec trafili do Polski, co zwiększa realnie siłę Polski, zwiększa bezpieczeństwo i wzmacnia wschodnią flankę NATO. Wiemy, że obecny rząd Polski nie ma dobrych stosunków z administracją amerykańską, natomiast Karol Nawrocki ma doskonałe stosunki z Białym Domem. Myślę, że we współpracy z administracją Karola Nawrockiego możemy coś dobrego i realnego zrobić dla Polski.
Widzę też pole do działań w obronie dobrego imienia Polski, coś na kształt Reduty Dobrego Imienia, która też działa, ale jest szykanowana. Bardzo często jest zakłamywana historia, pokazująca Polaków jako wręcz oprawców Żydów, często zrównująca Polaków z Niemcami, którzy na nas napadli. Musimy we współpracy z historykami polskimi i administracją prezydenta robić wszystko, aby przedstawiać piękną i prawdziwą historię Polski, bo mamy się czym chwalić. Kolejna sprawa, to pomoc Amerykanów w sprawie reparacji od Niemiec dla Polski. Przecież Polska była tak tragicznie doświadczona przez Niemców a potem przez Rusków, że nam się te reparacje naprawdę należą. Myślę, że Stany Zjednoczone będą wpływały na pewne działania Niemiec. Zdajemy sobie sprawę, że to jest proces i długofalowe działanie.
– Istnieją komisje ds. Polonii i Polaków za granicą w Sejmie i w Senacie. Tematem tym zajmuje się Ministerstwo Spraw Zagranicznych czy Ministerstwo Kultury. Jest Stowarzyszenie Wspólnota Polska. Czy nie powoduje do zamieszania? Czy takie rozdrobnienie jest dobre?
– Tak już jest, nie ma innego systemu działania na ten moment. Mówiłem wcześniej, że powinniśmy wrócić do schematu zjednoczenia organizacyjnego. Stowarzyszenie Wspólnota Polska bardzo dużo robi za wschodnią granicą. To jest jakby specjalizacja Wspólnoty Polskiej. Pomagała na przykład przy restauracji cmentarzy, odbudowie kościołów, pomaga szkołom, pomaga mediom. Natomiast co robi i czy w ogóle formalnie jest w MSZ przedstawiciel ds. Polonii, to naprawdę nie wiem.
W rządzie Mateusza Morawieckiego Polonią zajmował się minister Jan Dziedziczak, który wykazywał się dużą aktywnością na terenie Ameryki, ale działał równie intensywnie na Wschodzie; wszędzie działał, odbywał mnóstwo spotkań. Przy okazji wspomnę, że jest duża społeczność Polaków w Brazylii i w Argentynie; w Brazylii jest około 2,5 miliona Polaków.
Wracając do meritum, takie rozdrobnienie na pewno nie pomaga, ale docelowo można działać, aby doszło do połączenia czy przekształcenia tych organizacji i instytucji w jeden system współpracujący z Polonią i Polakami za granicą.
– Przez 8 lat rządziło Prawo i Sprawiedliwość, przez 10 lat prezydentem był Andrzej Duda, polityk PiS. Wielu zwolenników PiS-u zamieszkałych w USA twierdzi, że PiS niewiele zrobiło dla Polonii, że wręcz o niej zapomniało. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?
– Tej opinii nie podzielam, bo rzeczywiście od momentu objęcia przez PiS władzy, to się bardzo radykalnie zmieniło. Podam jeden prosty przykład dotyczący polityki historycznej dla Polonii. Przy pomocy właśnie ministra Jana Dziedziczaka, który zajmował się Polonią powstała książka o Błękitnej Armii, o czynie zbrojnym Polonii amerykańskiej. Jest to ta część historii, która za bardzo nie jest doceniania w Polsce. Bardzo wielu ludzi jej po prostu nie zna. A jest to fenomen 21 tysięcy żołnierzy, którzy poszli na wojnę i zasilili armię generała Józefa Hallera w sposób realny, a potem jeszcze walczyli z Ukraińcami i bolszewikami w 1920 roku.
We współpracy z ministrem Dziedziczakiem, a mam na myśli Komitet Smoleńsko-Katyńskim, zrealizowaliśmy wiele zadań i podjęliśmy wiele działań związanych z propagowaniem historii Polski. Bardzo często to się działo na zjazdach Klubów Gazety Polskiej, amerykańskich czy kanadyjskich. Była też pomoc w zrealizowaniu Forum Polonijnego, które organizował Komitet Smoleńsko-Katyński w amerykańskiej Częstochowie. Zahamowała te działania, niestety, pandemia. Do pandemii od 2013 r. Fora Polonijne odbywały się regularnie z udziałem różnych polityków. Poruszaliśmy sprawy związane z Polonią, historią Polonii, zapraszaliśmy polityków i historyków z IPN-u. Te działania były podjęte przy pomocy ministra Dziedziczaka czy ministra Andrzeja Dery z kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy. Przyjazd w ogóle prezydenta Andrzeja Dudy do amerykańskiej Częstochowy w 2015 r. były historycznym wydarzeniem, bo pierwszy raz w historii się zdarzyło, że urzędujący prezydent Polski pojawił się w tym miejscu. Prezydent Duda odsłonił wtedy Pomnik Żołnierzy Niezłomnych. Na zakończenie swojej kadencji, na pożegnanie, prezydent Duda również przybył w 2025 roku do Stanów Zjednoczonych i odsłonił kolejny pomnik, tym razem pamięci tych, którzy walczyli o wolność Polski od wojny do czasów „Solidarności”. Była także wizyta w 2025 r. w amerykańskiej Częstochowie nowego prezydenta Karola Nawrockiego.
Jeśli ktoś twierdzi, że nie było współpracy – a mówię tylko z naszego podwórka, ze Wschodniego Wybrzeża, z amerykańskiej Częstochowy, Filadelfii, Nowego Jorku – to się myli.
Wiem, że podobne działania były w Chicago, również w Kanadzie.
Nie chcę się wypowiadać na temat współpracy z organizacjami na Wschodzie, ale takowe działania też były. Wspomnę o inicjatywie pani prezydentowej Agaty Kornhauser-Dudy. Kiedy rozpoczęła się wojna na Ukrainie, to przy pomocy SWAP-u i wielu organizacji z Chicago zebraliśmy około 50 tysięcy dolarów, żeby pomóc Polakom poszkodowanym w tej wojnie. Te przykłady mówią o tym, że współpraca była. Owszem, zawsze można powiedzieć, że można było coś zrobić lepiej i więcej, ale bardzo często krytykuje ktoś, kto sam nie działa, tylko obserwuje z boku i czyta w gazetach albo w nawet nie czyta.
– Jesteś komendantem naczelnym Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskie w Ameryce. Jesteś szefem Klubu „Gazety Polskiej” w Filadelfii i przewodniczącym Komitetu Smoleńsko-Katyńskiego. Nie za dużo tych funkcji? Dlaczego aż tak bardzo się angażujesz?
– Pierwszą organizacją, do której wstąpiłem jak przyjechałem do Stanów Zjednoczonych było Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce. Nigdy nie spodziewałem się, że dostąpię zaszczytu bycia Naczelnym Komendantem. Ale czasami tak się życie potoczy, czas leci, też mam swoje lata i koledzy na jednym ze zjazdów obdarzyli mnie najpierw funkcją wicekomendanta a potem komendanta. I człowiek już tak tkwi. Natomiast zaangażowanie się w Kluby Gazety Polskiej i powołanie Komitetu Smoleńsko-Katyńskiego było związane z tym, co się wydarzyło w Smoleńsku w 2010 roku. Byłem zawsze czytelnikiem „Gazety Polskiej” od momentu przyjazdu do Ameryki, zresztą wcześniej byłem trzy lata w Norwegii i cały czas interesowałem się tym, co się dzieje w Polsce. Dołączenie do Klubu Gazety Polskiej w Filadelfii, który założył Romuald Miłkowski było naturalne; był jeszcze Benek Kitlas, potem zostałem przewodniczącym. Powołaliśmy w międzyczasie Komitet Smoleńsko-Katyński, aby mieć osobowość prawną i realizować sprawy związane z zamachem
Smoleńskim, tzn. żeby docierać do społeczności amerykańskiej, do polityków amerykańskich z tym, co się wydarzyło. Wiedzieliśmy jednocześnie co się dzieje w Polsce, że było wiele nieprawdziwych i kłamliwych informacji, mając w pamięci, że sytuacja może być adekwatna do tej w Katyniu. Nawet Amerykanie w pewnym momencie dla doraźnych interesów wyciszali sprawę Katynia, dopiero zimna wojna im otworzyła oczy, ujawnili prawdę i wtedy już można było mówić wszystko.
W moim przypadku jedno wynikało z drugiego. Jak się gdzieś już tkwi, to się wydaje, że nie będzie tego dużo, ale ta działalność człowieka w pewnym momencie pochłania. Jak już się działa społecznie, jak już się zacznie, to trzeba skończyć, aby wszystko dobrze wyglądało. Mam dużą pomoc w osobie żony, szczególnie w Klubach Gazety Polskiej i Komitecie Smoleńsko-Katyńskim, która zajmuje się sprawami komputerowymi, korespondencją i księgowością. Mam też przyjaciół, którzy pomagają: Jacek Szklarski, który jest skarbnikiem, Gosia Bojko jest bardzo zaangażowana, słowem – mamy grupę ludzi, nie tylko ja sam działam. Tak samo w SWAP-ie, jest Zarząd Główny, są okręgi i placówki. Reprezentuję SWAP, coś inicjuję, ale nie robię tego sam, bo samemu się nic nie zrobi. Trzeba mieć grupę ludzi w każdej organizacji, ludzi zaangażowanych i są jakieś efekty. Mam nadzieję, że są efekty, bo mieliśmy wiele Forów Polonijnych, wiele spotkań, organizację Święta Żołnierza, zapraszanie gości z Polski. Jak się na to spojrzy, to można powiedzieć, że warto było robić.
Faktem jest, że jest to bardzo często z niekorzyścią dla rodziny, kosztem rodziny, ale takie jest życie. Ludzie dawniej więcej poświęcali dla Polski, bo i życie, i zdrowie, walczyli w wojnach, poświęcali majątki. To nic wielkiego w porównaniu z tym, co oni robili.
**
Tadeusz Antoniak – działacz polonijny, koordynator Klubów „Gazety Polskiej” w USA oraz prezes filadelfijskiego oddziału tej organizacji. Jest również Komendantem Naczelnym Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce i przewodniczącym Komitetu Smoleńsko-Katyńskiego.
Na co dzień mieszka w Pensylwanii, gdzie aktywnie angażuje się w życie społeczności patriotycznej, m.in. kierując komitetem budującym pomniki w Narodowym Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown. Jego działalność koncentruje się na promowaniu polskiej tradycji, historii oraz ochronie wartości konserwatywnych i katolickich w diasporze.
Fot.: archiwum
Prezydent Karol Nawrocki wręcza Tadeuszowi Antoniakowi nominację na członka Rady do Spraw Polonii i Polaków za Granicą
Fot.: archiwum







Dodaj komentarz