
Z prof. Wojciechem Roszkowskim, historykiem i autorem książki „Siła i wolność. 250 lat Stanów Zjednoczonych Ameryki”, rozmawia Marek Ruszczyński
– Co skłoniło Pana Profesora do napisania syntetycznej historii Stanów Zjednoczonych właśnie teraz?
– Właśnie teraz mamy rocznicę 250-lecia Stanów Zjednoczonych, więc okazja jest znakomita.
– Czy w Pana ocenie amerykańska historia wymaga dziś nowego sposobu opowiadania? Jeśli tak, to dlaczego?
– Nie sądzę, że potrzeba tutaj rewolucji. Jest jedna rzecz, na którą chcę zwrócić uwagę. Moja książka ma ambicje, żeby była pionierska. Mamy w polskiej literaturze historię Stanów Zjednoczonych albo wielotomową, wielu autorów, albo cząstkową. Natomiast, aby wszystko było w jednym tomie, to chyba dotąd tego nie mieliśmy i to była moja ambicja.
– Jakie pytania o Amerykę chciał Pan sobie i czytelnikom postawić w tej książce?
– Pytań jest oczywiście bardzo wiele, ale takie najogólniejsze dotyczące całej historii jest jedno: co było siłą napędową ruchu ludzi do Ameryki, następnie przez terytorium Stanów Zjednoczonych ze wschodu na zachód i od 13 niewielkich kolonii do supermocarstwa. To jest proces zupełnie unikatowy w historii. Taka jest myśl przewodnia mojej książki.

– Czy praca nad tą publikacją zmieniła Pana wcześniejsze przekonania o Stanach Zjednoczonych?
– Nie, nie zmieniła ogólnego przekonania, natomiast poznałem całą masę szczegółów, które przekazuję czytelnikowi. To bardzo ciekawa praca i mam nadzieję, że ciekawa lektura.
– Czy trudno jest pisać o kraju, który jest jednocześnie potęgą i przedmiotem globalnych sporów?
– To dotyczy każdego mocarstwa – i mocarstw zachodniej Europy, i Stanów Zjednoczonych, właściwie każdego mocarstwa, które jest potęgą i związku z tym jest przedmiotem konfliktów i sporów w historii. Mniejsze kraje analizuje się inaczej, natomiast duże mocarstwa wymagają spojrzenia i analizy zarówno potęgi, jak i uczestnictwa w wielkich konfliktach światowych.
– Tytuł książki wskazuje na dwa kluczowe filary amerykańskiego projektu: siłę i wolność. Czy amerykańska wolność jest wciąż atrakcyjnym modelem dla świata? Czy siła i wolność, to wciąż realne filary Stanów Zjednoczonych, czy raczej hasła, które dobrze brzmią, ale słabiej działają?
– Siła i wolność – przez to hasło rozumiem unikatowy projekt amerykański, w którym udało się zbudować potęgę państwa przez rozszerzania zakresu wolności, że coraz więcej ludzi, w racjonalny sposób, korzystało z wolności. Można mieć, oczywiście, zastrzeżenia, że w niektórych etapach amerykańskiej historii tej wolności trochę nadużywano, tak jak w latach 60. Amerykańska wolność jest nadal atrakcyjnym modelem, dlatego że bardzo wiele osób chce być Amerykanami; ludzie ciążą do Ameryki. Te dwa pojęcia są więc ciągle filarami amerykańskiej potęgi. To nie są tylko hasła. Rozumiem je jako pojęcia i zjawiska, które tłumaczą historię amerykańską i wzrost potęgi Ameryki.
– Dlaczego Ameryka, mimo kryzysów, błędów i kontrowersji wciąż fascynuje świat bardziej niż jakiekolwiek inne państwo?
– Chyba właśnie dlatego o czym mówiłem. Jest to supermocarstwo, dlatego fascynuje. Problemy amerykańskie natychmiast stają się przedmiotem zainteresowania światowych mediów, nauki, badaczy, jak również szarych ludzi, którzy bardzo się interesują sprawami Ameryki. Wystarczy posłuchać muzyki pop, właściwie cały świat interesuje się nowymi trendami amerykańskimi. Jest to państwo unikatowe i mimo kryzysów oraz błędów nadal jest magnesem przyciągającym uwagę i przyciąga również ludzi.
– Jak zmieniała się globalna rola Stanów Zjednoczonych na przestrzeni 250 lat?
– Zmieniła się ogromnie. To się zmieniło od buntu kolonistów, czyli od buntu peryferii imperium brytyjskiego i niewielkiej w sumie społeczności, która wypowiedziała posłuszeństwo metropolii angielskiej, poprzez XIX wiek i napływ ogromnej masy ludzi i milionów emigrantów z Europy, aż po supermocarstwo, którym Stany Zjednoczone stały się gdzieś około I wojny światowej. I XX wiek aż do dzisiaj, to jest historia supermocarstwa.
– Jak ocenia Pan ewolucję relacji polsko-amerykańskich na tle 250-letniej historii USA?
– Trzeba rozróżnić relacje między państwami a między ludźmi, między Stanami Zjednoczonymi i Polską, a między Amerykanami i Polakami. Jeśli chodzi o relacje międzypaństwowe, to Polska i Stany Zjednoczone jakby się „minęły” w wieku XVIII. Kiedy Stany Zjednoczone stały się państwem niepodległym, to Polska została rozebrana. W XIX wieku nie było relacji państwowych, zaczęły się one dopiero w XX wieku. Mamy kluczowe postaci: Woodrow Wilson i Ronald Reagan. Te dwa nazwiska chociażby pokazują, jak wiele Amerykanie i państwo amerykańskie znaczyli dla Polski. Dzisiaj mamy polskie członkostwo w NATO, gwarancje bezpieczeństwa, obecność żołnierzy amerykańskich w Polsce. To wszystko bardzo nas zbliża. Dzisiaj relacje między państwami są szczególnie bliskie i ważne.
Natomiast relacje między Polakami i Amerykanami zaczęły się w roku 1608, kiedy pierwszych pięciu Polaków przybyło do Ameryki i trwają do dzisiaj. To oczywiście nie jest tylko Kościuszko i Pułaski, gdyż trzeba wymienić masę innych ludzi i wielu Polaków, którzy bardzo się przyczynili do budowy Stanów Zjednoczonych, na przykład tacy osadnicy jak Antoni Sadowski czy Albrycht Zaborowski. Czy w wieku XVII powstańcy listopadowi, którzy walczyli w wojnie secesyjnej, czy różni wybitni artyści, jak Stanisław Skrowaczewski lub Ignacy Jan Paderewski. Relacje między Polakami i Amerykanami zawsze były bliskie, bo nas łączy jednak – najkrócej mówiąc – umiłowanie wolności.
– Czy amerykańska historia może być dla Polski źródłem inspiracji?
– Jak najbardziej, chociaż oczywiście Polska jest państwem niewielkim w stosunku do Ameryki. Przy zachowaniu proporcji, trzeba pamiętać jednak to, żeby – przypominam siłę i wolność – budować państwo, które będzie silne wolnością, żeby siła nie przeciwdziałała wolnościom obywatelskim i żeby wolności obywatelskie nie rozkładały państwa. To jest ta nauka, którą my powinniśmy z historii Stanów Zjednoczonych przede wszystkim wyciągać.
– Jak Polacy powinni patrzeć na historię USA – z podziwem, krytycyzmem czy dystansem?
– Na pewno nie dystansem, bo to jest jednak państwo nam bardzo bliskie. Z podziwem tak, podziw dla dokonań Amerykanów, dla ludzi tego państwa. Krytycyzm zawsze jest wskazany, bo raju na ziemi nie ma. Myślę, że błędy, które również Amerykanie popełniali powinniśmy brać pod uwagę. Tylko, że to są błędy zupełnie innego rodzaju, na przykład niewolnictwo. Czy wojna secesyjna – to był kryzys, którego w Polsce nie musieliśmy przezwyciężać. Natomiast polityka globalnego supermocarstwa, które czasami przysypia swoje możliwości, to jest coś, co powinni raczej Amerykanie poznawać, bo my nie jesteśmy supermocarstwem. Wzajemnych lekcji troszkę jest i myślę, że obie strony mogą coś niecoś skorzystać. Amerykanie powinni przyglądać się, jak myśmy popsuli I Rzeczypospolitą, żeby tego nie robili.
– Czy „amerykański sen” wciąż istnieje?
– Tak, „American dream” istnieje. Sen, to jest trochę tak, jak ktoś za dużo nie wie.
– Marzenie…
– Marzenia są czasami trudne i ryzykowne, dlatego że jeżeli się dotknie rzeczywistości, to ludzie się czasami rozczarowują. Ważniejsze jest poznawanie Ameryki, szanowanie, krytycyzm i czerpanie pewnych lekcji z historii amerykańskiej. Natomiast w tym sensie marzenie może przyciągać, bo to jest kraj i potężny, i dający – zwłaszcza ludziom młodym, zdrowym i zdolnym – ogromne szanse życiowe.
– Czego Polacy mogą, albo powinni się od Amerykanów nauczyć?
– Demokracji. Państwa prawa. Tego, w jaki sposób budować państwo, w którym władza będzie sprawna, silna wobec nieprzyjaciela, ale również dająca przestrzeń wolności przy budowaniu solidarnej atmosfery na rzecz państwa. Polacy mogą się nauczyć tego, co zawarte jest w tytule mojej książki, czyli w jaki sposób budować silniejsze państwo, szanując wolności obywatelskie, ale w takim stopniu, żeby one nie rozkładały skuteczności rządów. To jest lekcja, która oczywiście Amerykanie stale odrabiają, ale im się to udaje nie najgorzej. W Polsce z tym mamy problemy.
– Co jeszcze chciałby Pan powiedzieć na temat swojej książki?
– Chciałbym bardzo, żeby była czytana. Najprościej zajrzeć na stronę internetową wydawnictwa Biały Kruk w Krakowie i można książkę zamówić.
– Dziękuję.
Rozmawiał: Marek Ruszczyński
Prof. Wojciech Roszkowski, autor książki „Siła i wolność. 250 lat Stanów Zjednoczonych Ameryki”
Fot.: Michał Klag/Biały Kruk






Dodaj komentarz